Jesteś swoim ciałem!

 

" Myślę, że to jest właśnie granica dorosłości, nie te wszystkie bzdury jakie nam wmawiają - ukończenie liceum, utrata dziewictwa, własne mieszkanie czy co tam jeszcze. Przekraczasz granice, gdy po raz pierwszy zmieniasz się na zawsze. Przekraczasz ją, gdy po raz pierwszy zrozumiesz, że nie ma powrotu do tego co było."

Claudia Gray

Przekraczasz ją, gdy uświadamiasz sobie, że to życie, którym oddychasz jest tylko Twoje. W Twoich rękach. Gdy bierzesz pełną odpowiedzialność za siebie i swoją przyszłość. Bez ciągłych wymówek, bez zostawiania siebie ciągle na szarym końcu. 

Bo być dorosłym i dojrzałym to przede wszystkim być odpowiedzialnym za siebie samego. To przede wszystkim widzieć SIEBIE. Z całym wachlarzem swoich doświadczeń, traum, emocji, uczuć, myśli, zepchniętych i wypartych wspomnień, zakrytych „nie chce”, „nie mogę”, „nie wiem”. Prawdziwa dorosłość zaczyna się wtedy, gdy zaczynasz widzieć w sobie to małe dziecko, którym kiedyś byłeś. Dojrzałość budzi się wtedy, gdy postanawiasz się tym dzieckiem zaopiekować, dać mu czas i uwagę zwłaszcza wtedy, gdy odkrywasz jak bardzo jest zagubione. 

Każdy z nas w środku skrywa małego człowieka, który często budzi się w wielu sytuacjach życiowych i to on krzyczy i kuli się w złości czy ze strachu. To on woła o uwagę i czułość, czasem strzela przysłowiowego „focha”. A dlaczego tak jest, że będąc z pozoru dorosłymi osobami często odczuwamy i reagujemy z poziomu dziecka? Bo gdy tymi dziećmi byliśmy czegoś nam zabrakło. To co trudne i bolesne wyparliśmy i odcięliśmy od siebie. Siła rażenia była tak potwornie wielka i zlewająca, że nasza zdolność do przyjęcia tego i pomieszczenia nie dała sobie z tym rady.  Niejako zmuszeni odrzuciliśmy te nieprzyjemne wręcz wrogie odczucia, ale co gorsza odrzuciliśmy nasze prawdziwe „czucie”. Najgorsze – odrzuciliśmy nasze ciało. 

A ciało nie jest tylko naszym opakowaniem, zewnętrzną powłoką okrywającą narządy, kości i mięśnie. Niektórzy dodają, że jeszcze duszę. Nasze ciało jest nami, a my jesteśmy nim. Cały zewnętrzny świat odbieramy za pomocą ciała. Wszystkie bodźce te przyjemne jak i te nieprzyjemne. Te ostatnie tak niechciane i tak przerażające na wczesnym etapie naszego życia przerażały swoją intensywnością. Dla niemowlęcia były nawet w pewien sposób „nie do przeżycia”. Cały organizm chcąc się uchronić przed wydawać by się mogło zagładą zastosował cała artylerię obronną odcinając dopływ tych uczuć poprzez nic innego jak napięcie. Zablokowanie ruchu, wstrzymanie oddechu. 

Wyobraźmy sobie, że nagle rozpętała się ogromna burza. Zerwał się silny wiatr, deszcz zaczał lać z nieba hektolitrami i usłyszeliśmy trzask uderzającego pioruna. Co zrobi nasze ciało w takiej sytuacji? Skuli się do środka. Wstrzymamy oddech, napinając mięśnie klatki i przeponę. Wciągniemy brzuch, zablokujemy kolana. W głowie pojawi się tylko jeden alert – ZAGROŻENIE. W obliczu właśnie zagrożenia mamy utarty szlak postępowania złożony z mechanizmów, które skutecznie mają bronić. Które mają OCALIĆ. I za cenę tego ocalenia chronią najlepiej jak potrafią, tak jak w danym momencie są zdolne to zrobić. 

Będąc dorosłymi ludzmi ciężko nam sobie wyobrazić i zrozumieć, co przeżywa taka mała istotka, jak odbiera i interpretuje świat. Wydawać by się mogło, że jedynie potrzebuje spać, jeść i mieć sucho. Niewiele z nas zdaje sobie sprawę z tego, że kształtująca się psychika jest bardzo wątła i krucha. Bardzo podatna na bodźce docierające z zewnątrz. Niemowlę po wspaniałych 9 miesiącach w brzuchu swojej mamy, w miejscu gdzie było bezpieczne jak nigdzie indziej musi opuścić swój bezpieczny kokon. I przychodząc na świat dalej czuje się jednością ze swoją mamą, tak jak wcześniej gdy byli jednym ciałem. To właśnie poprzez ciało doświadcza otaczającego go świata, bo na początku nie widzi niczego poza czarno-białym filmem, a dotyk jest najsilniej rozwiniętym u niego zmysłem. Również poprzez ciało zaspokajane są jego jedyne i podstawowe potrzeby. Karmienie, przewijanie, ciepło, tulenie do snu. Nawet płacz wyraża całym sobą. Niestety całym sobą odczuwa też ból, chłód emocjonalny, brak kontaktu fizycznego, nieodpowiadanie na te podstawowe potrzeby. Niekiedy zaniedbanie albo co gorsza przemoc. 

Właśnie wtedy dziecko zaczyna odcinać ciało. Właśnie wtedy po raz pierwszy doświadcza traumy, którą wypiera i zapomina. Na poziomie świadomym nie ma żadnej rysy, żadnego znaku, że kiedyś przeżyliśmy coś zagrażającemu nam samym. Ale ciało pamięta. Na zawsze zapisuje w sobie wszystkie doświadczenia i niesie je z nami później przez życie. Nie możemy żyć w oderwaniu od ciała. Bez ciała nie moglibyśmy istnieć, więc dlaczego tak trudno nam uwierzyć, że to właśnie w ciele może zapisywać się cała historia naszych przeżyć? 

Że zgarbione plecy są oznaką za dużego ciężaru, który musieliśmy dźwigać, bo za wcześnie zrzucili na nas odpowiedzialność? Że sztywna postawa ciała z zablokowanym ruchem w mięśniach idealnie obrazuje naszą sztywność poglądów, nastawienia, myślenia o sobie i świecie. Często biegamy po lekarzach, robimy setki badań, które wskazują na to, że jesteśmy zdrowi, a my czujemy ból, który nie pozwala normalnie funkcjonować. Pojawia się słabość w ciele, przez którą nie jesteśmy w stanie jeszcze więcej pracować. Albo w ostateczności choroba, która każe natychmiastowo się zatrzymać. 

Według Aleksandra Lowena większość naszych życiowych niepowodzeń, konfliktów, słabości i porażek spowodowana jest porzuceniem naszego ciała. W tamtym momencie grozy musieliśmy odciąć się od tego co nam zagrażało, ale tym samym zablokowaliśmy dostęp do całej gamy uczuć. Tych przyjemnych, potrzebnych i ważnych też. Uczucie pustki, które tak często nam towarzyszy to odcięcie od odczuć naszego ciała. To zablokowanie smutku, który kiedyś palił nam wnętrzności. To też połykanie złości przez napinanie szczęk, która nie mogąc wybrzmieć w pełni siedzi dalej schowana w naszym brzuchu. Dziś jej już nie czujemy, jesteśmy bardzo potulni, zawsze tacy mili i dla innych. Jedyne co czujemy od czasu do czasu migrenowe bóle głowy, które rozsadzają nam czaszkę. Albo gulę w gardle, która niewiadomo skąd się pojawia. Zawsze dziwnie wtedy kiedy chcielibyśmy coś powiedzieć, ale jakoś nie możemy z siebie wydobyć głosu. 

I zazwyczaj nie pamiętamy tego, ponieważ do 3 roku życia działa tzw. amnezja dziecięca czyli niezdolność do przypomnienia sobie wydarzeń z tego okresu. Ale często też nie pamiętamy tego, co było później, ponieważ zepchnel

iśmy to w otchłań nieświadomości. O dynamice ciała i psychiki, która tworzy wspaniała jedność mówi cała koncepcja Analizy Bioenergetycznej, stworzonej i zapoczątkowanej przez Aleksandra Lowena amerykańskiego psychiatrę i psychoterapeutę. To właśnie on zauważył, że każde osobiste przeżycie odbija się na naszym ciele i że historię naszego życia można czytać z niego jak z otwartej księgi. Rozwinął w Stanach Zjednoczonych własne podejście terapeutyczne, włączając do psychoterapii pracę z ciałem. 

To o nic innego jak właśnie szeroko pojęta psychosomatyka, badająca zależności naszych emocji, odczuć, zaburzeń i deficytów, która przejawia się poprzez ciało, a najczęściej jakąś jego ułomność. Jednak najbardziej pokazuje nasz stosunek do ciała – wrogi, traktujący je jako ciągle psującą się maszynę, która nie pozwala sprawnie funkcjonować. Bo człowiekowi wydaje się że żyje tylko w umyśle, który będąc tym niezawodnym potrafi doprowadzić nas do sukcesu i szczęścia. Który spycha ciało na drugi plan, eksploatując je do granic możliwości. Nie dopuszczając je do głosu, pomijając, a najgorsze zdradzając je z rozumem, który ponoć wie wszystko najlepiej. Życie w oderwaniu od ciała, to życie w iluzji sprawczości i wszechmocy, dopóki właśnie to ciało nie zacznie nam szwankować i przeszkadzać. Dopóki nie zawodzi i jest sprawne, bo dopiero w momencie choroby uświadamiamy sobie czym jest zdrowe ciało. Czym w ogóle jest zdrowie.

To będzie miejsce, w którym chcę pokazać, jak zająć się sobą na nowo. Jak powoli i z troską zbudować relacje z najważniejszą osobą w naszym życiu, czyli z samym sobą. Jak spojrzeć na siebie jako współistnienie naszego ciała i psychiki razem. Postaram się zainspirować was tym nurtem, którego odkrycie i praktykowanie zaczęło zmieniać mnie i moje życie na lepsze. Będę starała się pokazać podejście bioenergetyczne w sposób prosty i przystępny, tak jak ja widzę to swoimi oczami. 

Będzie to blog o podróży do samego siebie, o zgłębianiu naszej psychiki i emocji, duszy i ciała. O blokadach w ciele, zawieszonych emocjach. O przywracaniu czucia, wracaniu do siebie, o zbudowaniu Wewnętrznego Opiekuna w nas samych. Będzie też dużo o psychologii w ogóle, o zaburzeniach, osobowościach, emocjach i konfliktach. O tym czym jest psychoterapia i dlaczego jest taka ważna. O tematach tabu, o stygmatyzacji osób chorych psychicznie. O nerwicy i depresji, tematach ogromnie powszechnych i ogromnie zaniedbanych. Ale też o marzeniach, realizowaniu siebie, spełnianiu swoich pragnień, dążeniu do celów. O kobiecości w dzisiejszym świecie, która często jest trudna do wyrażenia. A przede wszystkim o miłości do życia. O tym, że można to życie kochać nawet wtedy, gdy jest bolesne. O wdzięczności za nie, bo mamy je tylko jedno.


Mam nadzieje, że znajdziecie tutaj trochę refleksji, ale też odpowiedzi na pytania, które Was nurtują. W końcu ja jestem tutaj dla Was. Zapraszam do wspólnej przygody! 






 

Komentarze

  1. Psychosomatyka to fascynujący dział psychologii, myślę że jeszcze wiele się w tej kwestii dowiemy .:) Z technicznych kwestii fajnie byłoby gdybyś zmieniła czcionkę, pogrubioną kursywę ciężko mi się czytało.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Trzymam sztamę z życiem